W zeszły wyścigowy weekend na torze miejsce miały antyczne bitwy, rzec by można, na strategie. Oktawianem okazał się Mercedes, a rolę udręczonego Marka Antoniusza i zrozpaczonej Kleopatry koncertowo odegrał Williams. Byleby nie skończyło się tak, jak w przypadku tej pary. Dla niewtajemniczonych w historyczne niuanse - Antoniusz popełnił samobójstwo, a niedługo po nim to samo uczyniła królowa Egiptu. Także Williamsie - nie idź tą drogą.
Wszystko rozbiło się o deszcz i odkrywczą decyzję Lewisa o zjechaniu po opony pośrednie, podczas gdy prowadzący w wyścigu chłopcy z Williamsa postanowili radośnie mknąć ku mecie. Ich radość była krótkotrwała. Za flagą w szachownicę czekało wszystkich ogromne zaskoczenie. Znowu podium zdobył duet Mercedesa.
Tym razem cyrk Formuły 1 odwiedza Węgry. Baba nie ma nic przeciwko temu, żeby sytuacja sprzed roku się powtórzyła.
Jak na razie są na to widoki. Daniel Ricciardo jest czwarty. Pierwsze skrzypce w kwalach odegrały jak zawsze... dwa Merce i jedno Ferrari. Oczywiście było to Ferrari Vettela, na Raikkonena nie ma co liczyć. Na marginesie - jego dni "u Czerwonych" są raczej policzone. Plotki transferowe podkręcone są do niemożliwości. Ostatnia nowość? Jenson Button w Maranello. To są jakieś żarty prawda? Jaki jest sens wymieniać jeden stary mebel na drugi? Chyba, że urządzamy dom antykami. Równie dobrze można by im zaproponować Nikiego Laudę. Wiek podobny, a talent dużo większy ;). Baba w bolidzie nic nie ma do Buttona, ale... sami rozumiecie.
Trudno, żeby oceniać Brytyjczyka przez pryzmat tego sezonu (jak powszechnie wiadomo, rower Kevina Magnussena jest szybszy, niż bolid Jensona), chociaż to on zdobył pierwsze punkty dla teamu. Fernando Alonso nad tym faktem boleje. Dzisiaj cisnął tak mocno, jak tylko mógł. Baba podpowiada - spójrzcie na mijające go Ferrari w 40 sekundzie. Widać wsparcie, którego mentalnie udziela Hiszpanowi jego były team ;).
F1 Trolls and News
Ciekawe, jakie niespodzianki zafunduje nam Honda jutro. Może McLaren dla odmiany dojedzie do mety? A tymczasem - bywajcie, do usłyszenia!
Panie i panowie - mamy nowego mistrza Świata Formuły 1. Tak, jak przewidywała większość, tytuł wywalczył Lewis Hamilton. Baba wiedziała, że tak będzie, bo kibicowała Rosbergowi. Znaczy...właściwie to nie jest Baba wielką fanką Niemca, ale Brytyjczyka też nie, więc z dwojga złego lepiej było w tę stronę. I jak zwykle nie wyszło. Andrzej Borowczyk podsumował, że Nico na starcie wcielił się w Marka Webbera. No dobra, może zaspał, a może po prostu już wtedy zaczęły się jego kłopoty z ERS? Przed GP Rosberg 'kusił' Bottasa, pobytem w SPA, jeżeli ten wyprzedzi Hamiltona. Bottas bardzo się starał, jednak niestety także wcielił się w Webbera i przysnął lekko. Lewis za to poradził sobie rewelacyjnie i od początku zaczął budować nad rywalem przewagę. Z resztą nie musiał się zbyt wiele natrudzić. Po dwudziestu kilku okrążeniach silnik w bolidzie Rosberga zaczął tracić moc. Od tej pory zaczęła się walka Nico z samochodem i ciągła wymiana zdań przez team radio. O dziwo - nawet w takiej sytuacji, co chwila spadając o jedna czy dwie pozycje nico Rosberg potrafił ze swoimi inżynierami rozmawiać spokojnie i bez pretensji. Mistrzostwo odjeżdżało z każda chwilą. Na kilka okrążeń przed końcem stało się jasne, że dojechanie do mety będzie cudem, a zdublowanie przez rywala do tytułu stanie się faktem, więc team postanowił ściągnąć zawodnika z toru.
Rosberg jednak poprosił o możliwość dokończenia wyścigu. To się nazywa duch rywalizacji. Baba w bolidzie byłaby zdecydowanie bardziej pocieszona, gdyby Hamilton wygrał w równej walce, a nie nie dzięki usterce rywala. Nie chodzi oczywiście to, że Brytyjczyk jest gorszym kierowcą, nie może nim być, skoro w tym samym bolidzie wygrał ponad połową wyścigów więcej, ale mimo to niedosyt pozostaje....
Wszyscy wokół przejmowali się Nico Rosbergiem, aż mu Pastor Maldonado (o dziwo od kilku wyścigów bardzo spokojny) pozazdrościł i oto co widzowie zobaczyli na swoich ekranach:
Reakcja mechaników Lotusa była CO NAJMNIEJ dziwna.
teandkimi.tumblr.com
No chyba, że śmiali się z treści Tweeta. Bo wiecie - Burn jest oficjalnym partnerem Lotusa ;)
Poza płonącymi autami i zepsutymi bolidami działo się jeszcze parę ciekawych rzeczy. Na przykład weźmy takiego Magnussena (ha - wiedzieliście, że o nim będzie prawda? ;)) No więc Magnussen jechał sobie spokojnie (o dziwo), aż tu nagle trafił się Nico Hulkenberg, który w niego przydzwonił. Potem chyba Adrian Sutil zapatrzył się na Nico, bo również w Kevina przydzwonił. Z tym, że efekty były różne - Niemiec dostał 5 sekund 'stop and go'. Baba przyzna się, że była zdziwiona faktem otrzymania kary przez zawodnika Force India. Do tej pory zawsze karano Duńczyka - czy był winny czy nie był. Ewentualnie, jeżeli jakiś kierowca (na przykład w Monako) nie wiedział, jak wyprzedzać bez ścinania zakrętów to sprawa pozostawała bez echa...
Jeżeli już wleźliśmy do garażu McLarena to możemy tam przez chwilkę zostać. Oczywiście będzie o transferach, bo o czym innym w tym przypadku? Plotki o Alonso to już w zasadzie nie plotki. Po zakończeniu wyścigu nasz drogi Hiszpan zdradził, że jego nowa praca to długoterminowy kontrakt. Teraz pozostaje tylko pytanie - kto takiego kontraktu nie posiada? Jenson czy Kevin? Brytyjski kierowca McLarena chyba chciał nam dać małą wskazówkę - po skończonym wyścigu podjechał pod trybuny i kręcił bączki. Wyglądało to trochę jak pożegnanie z kibicami. Babie byloby strasznie żal Buttona. To dobry, równy kierowca, może pojeździć jeszcze ze dwa sezony przynosząc dobre punkty dla stajni z Woking. Z drugiej jednak strony... Magnussen mimo kilku wpadek w tym sezonie rokuje bardziej perspektywicznie... Eh, w kółko Baba to powtarza, co drugą notkę także... pozwólcie, że przejdzie do innego tematu ;)
Chociaż w tym przypadku wiadomo kto gdzie idzie i z kim będzie jeździł. Nie wiadomo tylko, za ile. I że będzie zabawnie. No bo czy duet Sebi może nie być zabawny? Osobno Vettel i Raikkonen nie przedstawiają tak wielkiego potencjału do kibicowania jak shippowanie ich razem. To chyba całkiem logiczne ;). Ferrari się cieszy, a Red Bull nie koniecznie. Chociaż pożegnanie z ich pupilem było bardzo ładne. Sami zobaczcie.
Red Bull Facebook
teandkimi.tumblr.com
Co do samego Sebastiana - Baba podziwia jego decyzję. Nikt przy zdrowych zmysłach nie wybrałby Ferrari w tej chwili. A Vettel to zrobił. Chce się chłopak widać sprawdzić, spełnić swoje marzenie. Wiecie pewnie, że jego idolem jest Michael Schumacher. Wspomnienie starszego kolegi w czerwonym kombinezonie wygrywającego kolejne mistrzostwa pewnie młodemu Vettelowi zostało.
www.ytools.com.br
grandprix247.com
Za marzeniami podążały też dzisiaj dwa Williamsy, a szczególnie Felipe Massa, którego za świetną jazdę, na podium nagrodzono pytaniem w typie 'jak się chłopie czujesz, kiedy ten tutaj, no gość obok ukradł ci mistrzostwo w 2008 roku?'. Głupota czy złośliwość? Felipe jednak, jak widać na załączonym obrazku sie nie przejął. Like a boss ;)
PS. Lewis zatrzymuje swój numer (44), bo jak sam stwierdził, że to zawsze był jego szczęsliwy numer. to przecież własnei z nim pierwszy raz został mistrzem.
PS2. McLaren ogłosi swój skład nie wczesniej niż 1 grudnia. Trzymajcie więc kciuki, albo zbierajcie na Prozac i meliskę dla BWB.
Święta jednak rozleniwiają... Baba wie, co mówi. Dzisiaj chłopaki
w Chinach owo świąteczne rozleniwienie poczuli. Wyścig to była
istna procesja z koszyczkami. Jajeczka bardzo szybko powypadały z
niego Sutilowi i Grosjeanowi. Obaj nie donieśli swoich pisanek do
mety. Która, trzeba dodać - pojawiła się o jedno okrążenie za
szybko. Stracił na tym kierowca Caterhama – Kamui Kobayashi –
jego manewr wyprzedzania Julesa Bianchiego nie został uznany. W
związku z błędem, jaki popełniła osoba machająca 'szachownicą'
zdecydowano się skrócić wyścig o dwa okrążenia. Hamilton był
nie mniej zdziwiony niż Baba w Bolidzie. -Spodziewałem się
pokonać jeszcze jedno kółko, ale gdy wjechałem na prostą
startową i na ułamek sekundy zerknąłem w bok zobaczyłem, jak
wymachują mi flagą. Zdjąłem nogę z gazu na sekundę, ale
zorientowałem się, że nikt z zespołu mi nie wiwatuje, więc po
prostu pojechałem dalej.
Przy okazji – czy ktoś zwrócił
uwagę, że specyfikacja palców w tym sezonie się zmieniła? ;)
i1.eurosport.com
Nie martw się Lewis, nie tylko ty byłeś skonsternowany. Pan
Andrzej dostarczył widzom Polsatu takich przeżyć, że ciężko
było nie być. Baba w Bolidzie pomija fakt, że już na samym
początku nasz drogi komentator pomylił Vettela z Ricciardem, albo
może Ricciarda z Vettelem, chociaż nie to był Ricciardo... nie!
Jednak Vettel (i tak w kółko). Zgodzi się również zbyć
milczeniem kilkukrotne powtarzanie oczywistych faktów (typu –
bolid Saubera ma nadwagę, Sutil jest wysoki, a Vergne przez
odchudzanie się trafił do szpitala), ale męskich pieszczot Baba
Andrzejowi nie daruje. Jej wyobraźnia w związku z Nico Rosbergiem i
owymi pieszczotami wykracza poza zdroworozsądkowe pojmowanie
motosportu. Na tym zakończmy ten bezsensowny temat ;) Do całego
worka absurdów Andrzej Borowczyk dołożył gaworzenie Webbera i
Neweya na Silverstone. Genialnie :D
Przy okazji 'lepsza połówka'
duetu komentatorskiego stwierdziła, że nie będzie nam próbowała
zmieniać opinii odnośnie Alonso i Rosberga, ale po prostu
'delikatnie zasugeruje', że jeżeli ktoś uważa, że Rosberg to
lepszy zawodnik niż Alonso to zwyczajnie się myli. Fani Nico –
idźcie do domu – według pana Andrzeja jesteście pijani.
Pogadajmy lepiej o mechanikach
Williamsa, którzy chyba chcą stracić pracę. Po tak fatalnym pit
stopie Felipe musieli się pewnie gęsto tłumaczyć. W sumie nie ma
się co dziwić. Kłopoty z nakrętką i pistoletem zrujnowały
Brazylijczykowi cały wyścig. Jednak trzeba oddać mechanikom
sprawiedliwość – kłopoty z nakrętką i wywołało nieco
wczesniej inne nieszczęście. To nieszczęście nazywało się
kontakt z Fernando Alonso. I chociaż niektóre fanki poczytywałyby
sobie kontakt z Alonso za dar boży, cud, prezent od Wielkiego
Samuraja (niepotrzebne skreślić) to Massa nie był do końca
zadowolony i winą za kolizję obarczył Hiszpana. -Miałem
świetny start i według mnie Fernando mnie nie widział i we mnie
uderzył. Baba musi przyznać,
że tak to wyglądało, po prostu szkolny błąd, tak, jakby Alonso
wyciął swoją licencję z kartonika z płatkami, ale znając jego
klasę wyścigową to nic tu nie było takie proste i oczywiste.
Baby ulubieniec – Kevin Magnussen
radził sobie dzisiaj tak, że lepiej by było, gdyby wpadł do niej
na żurek. Tak więc Kevin, jeżeli to czytasz to Baba w Bolidzie
zaprasza na żurek. Tak, możesz wziąć tatę. Ponieważ pan Andrzej
oczywiście będzie miał coś do powiedzenia na temat Jana
Magnussena to zaproszenie kieruje Baba również do pana Andrzeja.
Przynajmniej będzie wesoło...
Kolejny ulubieniec BWB w tym
sezonie, czyli 'otwarty, uśmiechnięty, sympatyczny' Daniel
Ricciardo był w Chinach tak dobry, że jego kolegę z zespołu znowu
poproszono o zjechanie z drogi. RBR nie byłby sobą, gdyby w związku
z poleceniami zespołowymi nie wybuchła jakaś mała afera. Aferka
rzec by można. Zanim niemiecki zawodnik posłuchał polecenia teamu
musiał się oczywiście piętnaście razy upewnić, czy aby Daniel
nie ma takiej samej strategii, opon, bielizny pod kombinezonem (znowu
– niepotrzebne skreślić). No cóż, sam zainteresowany nie chowa
urazy - Start z brudnej strony toru nie wyszedł mi
najlepiej, straciłem dwie pozycje. Potem wyścig zrobił się bardzo
dobry. Ścigałem się z Sebem i powiedzieli mu przez radio, że ma
mnie przepuścić. Nie chcę zaczynać żadnych konfliktów. Nie
wiedziałem, co on [Vettel] mówił w czasie wyścigu. Nie byłem
pewien, jaką obaj mamy strategię, ale udało mi się go wyprzedzić.
Robiłem co mogłem, żeby dogonić Alonso. Bardzo dobrze czuję się
w zespole.Chciałem stanąć na podium i
jesteśmy coraz bliżej!
(tłumaczenie za Sokolim Okiem). Może
tym razem, w razie imprezy dla Daniela Sebastian nie będzie musiał
bawić się Smartphonem na schodach przed wejściem?
Niestety Dan Fernando nie złapał.
A szkoda, byłby trzeci. Chociaż, jeżeli nawet by go 'złapał' to
wyprzedzić Hiszpana nie jest tak łatwo. Dodatkowo Alonso chyba
potrzebował podium. A co porabiał jego partner z zespołu? Ot,
takie tam z fanami sobie porabiał. W sumie, czemu nie? Nando się
ściga, to coś robić trzeba. Żeby motywacji nie brakło. A żeby
Babie motywacji nie brakło, to wstawia tabele. I życzy Wam Wesołych
Świąt :)
W myśl zasady – lepiej późno, niż
wcale - porozmawiajmy o Malezji. Będzie skrótowo i bardzo mało
błyskotliwie (Baba w ferworze dnia codziennego zgubiła notatki z
Grand Prix, więc musicie jej to wybaczyć). Taki mały gif na przeprosiny ;)
http://wtf1.co.uk/
Zaczniemy oczywiście od najbardziej
kontrowersyjnej sprawy – czyli poleceń zespołowych w teamie
Williams. Felipe Massa przez team radio usłyszał 'Valtteri isfaster than you'. Nie trzeba chyba omawiać podobnego 'incydentu' z
udziałem Alonso i Massy (wystarczająco często robili to Grzegorz i
Andrzej w zeszłym roku). Przed startem sezonu Massa tyle razy
odgrażał się, że wraz z przejściem do Williamsa skończy się
jego rola 'chłopca do bicia', że Baba była pewna tego, co
Brazylijczyk zrobi. A raczej czego nie zrobi. No i nie przeliczyła
się - Felipe Valtteriego nie puścił. Na nic zdały się prośby i
błagania. Ostatecznie Massa dojechał do mety przed swoim kolegą z
teamu. Zawodnik tłumaczył się tym, że skoro Bottas, mimo
świeższych opon i lepszych czasów nie poradził sobie z nim, to z
Buttonem, którego rzekomo miał wyprzedzić nie poradziłby sobie
tym bardziej. Cóż, zawsze to jakieś wytłumaczenie, a każdy kij
ma dwa końce.
Z jednej strony – zestaw słów
użytych do 'pouczenia' Brayzlijczyka był co najmniej niefortunny.
Felipe kilka razy mówił, że polecenia zespołowe z 2010 roku
bardzo go zdenerwowały. Użył nawet określenia 'najgorszy moment w
karierze'. Jeżeli tak by na to spojrzeć – Massa postąpił jak
najbardziej właściwie. Bo nie ma nic lepszego, niż kierowca, który
wreszcie pokazuje, na co go stać. Z drugiej strony Felipe po prostu
nie wykonał polecenia swojego pracodawcy, a do tego działał na
jego szkodę teoretycznie pozbawiając go lepszych punktów.
Zwolenników tej teorii dodatkowo przekonuje fakt, że Bottas nie
walczył z Massą, ponieważ górę wziął jego zdrowy rozsądek.
Gdyby jednak doszło do walki mogłoby dojść do kontaktu, co w
konsekwencji oznaczałoby jeszcze większą stratę punktową lub
nawet odpadnięcie obu zawodników z wyścigu. Zwłaszcza, że fiński
kierowca na początku wyścigu posłuchał team orders i przepuścił
Massę. A Baby końcowy werdykt? Cóż, mimo wszelkich zagrożeń,
jakie niosła za sobą decyzja – Baba cieszy się, że Massa
Bottasa nie przepuscił. Owszem, spadło na niego za to kilka głosów
krytyki, jednak w sytuacji odwrotnej śmiałby się z niego cały
formułowy świat. Poza tym zmagania na Sepang były dopiero drugim
wyścigiem sezonu, a jego wynik nie był rozstrzygający dla tytułu.
Baba
oczywiście nie byłaby sobą, gdyby nie napisała słów paru o
swoich ulubieńcach. Kevin Magnussen – debiutant w McLarenie chyba
zajmie miejsce Marka Webbera. Kevin, chociaż popełnił w Malezji
błąd (kontakt z Raikkonenem, w wyniku czego w bolidzie Fina została
przebita opona) to naprawdę 'ładnie' z tego wybrnął, elegancko
biorąc całą winę na siebie. -Bardzo przepraszam zespół,
że nabałaganiłem, mogliśmy dziś zdobyć dobre punkty, więc
naprawdę jestem sobą zawiedziony – powiedział po GP. Talent
(udowodnił to w Australii), pokora no i... te piękne oczy ;)
Baba
zdecydowanie widzi w młodym Duńczyku potencjał na męża
wyścigowy. Niestety, FIA zdecydowanie przesadza z karaniem Keva za
jego przewiniena. Pięciosekundowa kara stop and go, a do tego 2 punkty
karne... Idź do domu składzie sędziowski – jesteś
pijany.
Taki
sam potencjał ma Daniel Ricciardo – Australijczyk, który zajął
miejsce w fotelu Marka Webbera. Baba przyznaje, że Dan nie wydawał
jej się najlepszym wyborem na to stanowisko, ale teraz gorąco mu
kibicuje. Niestety los chyba nie podziela sympatii Baby w Bolidzie. W
Albert Park został zdyskwalifikowany z powodu przekroczenia limitów
paliwa. Na Sepang zabłysnął naprawdę udaną walką z Vettelem
(start wygrał). Nawet Christian Horner nie szczędził mu pochwał
-To prawdziwy kierowca wyścigowy! W GP Malezji najpierw wyprzedził
Alonso, a potem obszedł po zewnętrznej Seba. Zostawili sobie
wystarczająco dużo miejsca. Później prawie jeszcze dopadł
Rosberga. Niestety, ten bardzo udany występ zniweczył 'syndrom
Marka Webbera'. Jego młodszy kolega był zmuszony wycofać się z GP
po serii bardzo niefortunnych zdarzeń. Najpierw kara stop and go (10
sekund) za błąd zespołu – niedokręconą nakrętkę, a potem
urwanie przedniego skrzydła. Co czeka na Daniela w Bahrajnie? Baba
aż boi się mysleć...
Tym,
jakże miłym akcentem zakończmy dywagację na temat GP Singapuru.
Do nastepnego ;)
PS.
Fernando Alonso najwyraźniej już przygotowywuje się, żeby
oprowadzić nas po całym padoku. Bez wyjątku ;)
Ostatni wyścig tego sezonu, możecie się więc spodziewać, że w temacie Interlagos powieje u Baby patosem. Notka miała powstać już wczoraj, ale Baba postanowiła przemyśleć sobie pewne rzeczy, aby oddać je jak najcelniej.
W odróżnieniu od ostatniego grzybobrania na torze w Austin, wczorajsze GP na Interlagos było naprawdę ciekawe, mimo że tytuł Mistrza Świata był już zaklepany. Sezon, który w drugiej połowie nie ekscytował zupełnie niczym (chyba, że się jest wielkim fanem Red Bulla i Sebastiana Vettela) skończył się w miarę ciekawie. Komentatorzy Polsatu od początku transmisji przepowiadali deszcz i z lubością wypatrywali jego śladów na kamerze. Baba przyznaje się, że też wypatrywała. Większy deszcz jednak nie nadszedł, a szkoda, bo mogło być jeszcze ciekawiej.
Start zaskoczył widzów - Vettel startujący z pole position nie utrzymał prowadzenia. Od razu wyprzedził go Nico Rosberg. Fanom Mercedesa nie było jednak dane długo cieszyć się dominacją Rosberga. Vettel już na drugim okrążeniu wybił się na prowadzenie i tam pozostał do końca wyścigu. Świetny start zaliczył też żegnający się z Ferrari Felipe Massa. Brazylijczyk bardzo szybko znalazł się na 6 miejscu (startował z 9) i jechał naprawdę dobry wyścig. Baby zdaniem byłby na podium, gdyby nie kara, jaką dostał za wyjechanie czterema kołami poza linię przy wyjeździe z alei serwisowej.
cdn.images.autosport.com
Sędziowie uznali, że niezbędna jest tu kara przejazdu przez aleję, co zawodnik Ferrari skomentował kilkakrotnym 'niewiarygodne' przez team radio. Karę odbył dopiero na 35 okrążeniu i wyjechał na tor ósmy. Od razu zaczął szaleńczą pogoń za Serio Perezem, ale niestety nie udało mu się odrobić straty i skończył na 9 miejscu. Po wyścigu powiedział, że zdaje sobie sprawę ze swojego przewinienia, ale inni, którzy robili dokładnie to samo ukarani nie zostali. Na pocieszenie Ferrari zgotowało mu miłe pożegnanie.
Nie mniejszego pecha miał Lewis Hamilton, który ponoć wydatnie przyczynił się do tego, że Massa odbył karę. Podczas 47 kółka zawodnik Mercedesa wykonał o jeden ruch kierownicą za dużo i doszło do kontaktu z Williamsem Valteriego Bottasa. W konsekwencji bolid Bottasa stracił koło, co wykluczyło go z GP, a w samochodzie Brytyjczyka pękła opona. Za spowodowanie kontaktu Hamiltona ukarano ni mniej, ni więcej kara przejazdu przez aleję serwisową. Karma, co panie Lewis? :D
img406.imageshack.us
W okolicach 47 okrążenia to się ogólnie zaczęły dziać ciekawe rzeczy. Z niezapowiedzianą wizytą do swoich mechaników wpadł Sebastian Vettel. Niestety nikt na niego nie czekał. Jeden z mechaników dopiero dobiegał do bolidu z oponą, kiedy pozostałe trzy były już zakładane. Czyżby mechanicy Red Bulla też mieli po dziurki w nosie dominacji Vettela? ;) Zaraz za czterokrotnym Mistrzem Świata mechaników odwiedził Mark Webber. Porównanie ich pit stopów korzystniej wyszło dla Marka.
Kolejnym ukaranym kierowcą był Giedo Van Der Garde. Młodzik prowadzący Caterhama zignorował niebieskie flagi, które informują, że za nim jest dużo szybszy kierowca i należy przygotować się do manewru wyprzedzania. Cóż, każdemu może się zdarzyć. Następnym razem pamiętaj Giedo:
Pozostając w temacie pecha i pay driverów to równiutko na 61 okrążeniu bolid Charlesa Pica odmówił posłuszeństwa i radośnie zaczął toczyć się po torze. Odpadło mu koło, ale Charles niestety nie był na tyle zmyślny, żeby zauważyć, co się dzieje. Działo się 'coś' i było to bardzo tajemnicze 'coś'. Cóż, tajemnicze było także to, dlaczego samochód był tak długo zabierany z pobocza. Kolejną zagadką, którą, jak to mówi pan Andrzej ekipa jednego z teamów 'rozwiązywała organoleptycznie' - to znaczy przez wyciągnięcie ręki spod daszka, było to, czy pada czy nie pada. Oraz, bądźmy szczerzy czy padać będzie czy nie. Niestety Interlagos nie zaszczyciło fanów w tym roku deszczem. A szkoda.
Przyszła gwiazda Lotusa, czyli niestety Pastor 'Strtefa Ochronna' Maldonado na 65 okrążeniu postanowił nieco wyprzedzić przyszłość i pokręcić bączki jak Sebastian Vettel. Niestety kosztowało to Jeana Erica Vergnea wycieczkę poza tor. No dobra, żeby być precyzyjną Baba powie, że prawie wycieczkę poza tor. Tak czy siak ekipa z Enstone powinna się dobrze zastanowić, czy dawać w ręce Wenezuelczyka cokolwiek szybszego niż jego tegoroczny Williams. Szczerze? Baba nie dałaby mu poprowadzić wózka sklepowego, ale może jest do niego zbyt uprzedzona? Strach się bać, że czas może pokazać, czy Baba miała rację.
Każdy, kto czytał więcej niż jedną notkę na babawbolidzie.blogspot.com wie, że jego autorka jest wielką fanką byłego już zawodnika Red Bulla. W tym wypadku niemożliwym jest fakt, aby jednego z akapitów nie poświecić Markowi Webberowi. Australijczyk w F1 był od 2002 roku. W Milton Keynes spędził 7 lat. Baba nie czuje się jeszcze na siłach, żeby przypominać wszystkie najlepsze sytuacje z udziałem Webbo. Bo widzicie, są rzeczy, które wzruszają nawet tak starą i teoretycznie stabilną emocjonalnie babę jak... ja. Zauważyliście pewnie, że zawsze piszę w trzeciej osobie. Właściwie to nie wiem, skąd wzięła się taka konwencja na bloga. Może po prostu daje mi to dystans do własnych opinii, by czasem nie były zbyt ostre? Jeżeli jednak chodzi o Webbera to pisanie w trzeciej osobie nie wydaje mi się właściwe. Mimo, że Webber nie był najlepszym kierowcą na torze, a jego kolega z teamu, jak pokazują punkty był od niego dużo lepszy to Australijczyk podbił serca fanów. Piszą o nim jak o gentlemanie, który ma klasę - na torze i poza nim. Zawodniku, który był bardzo równy i wyważony, może nie błyszczał spektakularnymi manewrami, ale swoje robił. Ostatnie dwa sezony (przedzielone co prawda tryumfem Raikkonena w zeszłym roku) Webber zakończył na pozycji drugiego vicelidera klasyfikacji generalnej. Niby nic, bo pamięta się tylko o mistrzach, ale z drugiej strony - dlaczego mamy umniejszać jego osiągnięcia? O Marku mam tyle do napisania, że nie ogarnęłaby tego jedna notka, więc skupię się na jego pożegnaniu z F1.
Australijczyk dowidzenia swoim fanom powiedział na drugim schodku podium. Tradycyjnie już zaspał nieco na starcie, ale szybko wziął się za odrabianie strat. Pokazał, że jednak umie wyprzedzać, kiedy znakomicie walczył z Fernando Alonso. Pilnował też, aby Hiszpan nie wyprzedził jego. Był szybki i zdecydowany. Nie gonił jednak Vettela, nie chciał by ktokolwiek za darmo dawał mu wygraną w jego ostatnim wyścigu . Felipe Massa zaprezentował zupełnie inną postawę, kiedy ogłosił, że Alonso przepuściłby go, gdyby nie kara przejazdu przez aleję serwisową. Niektórzy porównują Felipe do Marka, albo, by być bardziej precyzyjnym, porównuje się ich sytuacje w zespołach. Obaj byli kierowcami numer dwa, ale Webber nigdy nie dawał sobą pomiatać. Naprawdę lubię Massę, ale jego niektóre komentarze po ogłoszeniu odejścia z Ferrari wygłoszone zostały zbyt późno. Webber w tej materii nikogo nie oszczędzał. Pamiętacie słynny już rzut szklanką na konferencji prasowej po tym, jak nos bolidu Webbera dano Vettelowi? Albo komunikat 'Nieźle, jak na drugiego kierowcę, co?' gdy Webber wygrał Silverstone? Massę na takie gesty stać nie było. Nie mnie oceniać dlaczego i czy to dobrze - chcę tylko pokazać jak bardzo Webber się od Massy różnił.
Bardzo podobało mi się to, że na okrążeniu zjazdowym Mark ściągnął kask, balaklawę i jechał z odkrytą głową. Możecie się troszkę uśmiechnąć, po tym, co zaraz przeczytacie, ale to było wzruszające. Mark tłumaczył potem, że chciał fanom pokazać twarz, bo mają szansę oglądać ją tylko na podium i tak naprawdę często nie wiedzą, kto kryje się pod kaskiem.
scontent-b-ams.xx.fbcdn.net
Nie było chyba nikogo, komu uśmiech nie wpełzłby na twarz po tym, jak zaaferowany Webb zaliczył wywrotkę na podium.
Będzie mi bardzo Webbera brakowało. Bardzo to w sumie za mało powiedziane. Z F1 odszedł kierowca, któremu kibicowałam od samego początku. W dodatku nie byłam zupełnie przygotowana do transferu Red Bull-Porshe. Ale jak się kocha sport, a nie zawodnika to jakoś się takie straty przeboleje i nie przestaje się oglądać, kiedy on wypada z wyścigu czy zostawia ten sport (a już o takich sytuacjach słyszałam). W przyszłym sezonie będękibicować Massie i Grosjeanowi. A nuż, któryś z ich skradnie Baby formułowe serce tak, jak zrobił to Webber? W sumie zamiast katować Was moimi wypocinami mogłam od razu wstawić to wideo. Oddaje mniej więcej emocje, jakie towarzyszyły Babie w Bolidzie przy pożegnaniu Webbera. Wideo nie jest mojego autorstwa. Zrobił je Ayrton01CZ. Tutaj możecie odwiedzić jego kanał na You Tube.
Zrobiło się emocjonalnie, wzruszająco i kluskowato. Tego nie lubimy, więc tradycyjnie - ostatni raz w tym roku Baba poda Wam tabele:
GP Brazyli na torze Interlagos:
KWALIFIKACJE:
1
Sebastian
Vettel
Red
Bull-Renault
2
Nico
Rosberg
Mercedes
3
Fernando
Alonso
Ferrari
4
Mark
Webber
Red
Bull-Renault
5
Lewis
Hamilton
Mercedes
WYŚCIG:
1
Sebastian Vettel
Red Bull-Renault
25
2
Mark Webber
Red Bull-Renault
18
3
Fernando Alonso
Ferrari
15
4
Jenson Button
McLaren-Mercedes
12
5
Nico Rosberg
Mercedes
10
6
Sergio Perez
McLaren-Mercedes
8
7
Felipe Massa
Ferrari
6
8
Nico Hulkenberg
Sauber-Ferrari
4
9
Lewis Hamilton
Mercedes
2
10
Daniel Ricciardo
STR-Ferrari
1
KLASYFIKACJA GENERALNA KIEROWCA:
1
Sebastian Vettel
Red Bull Racing-Renault
397
2
Fernando Alonso
Ferrari
242
3
Mark Webber
Red Bull Racing-Renault
199
4
Lewis Hamilton
Mercedes
189
5
Kimi Räikkönen
Lotus-Renault
183
6
Nico Rosberg
Mercedes
171
7
Romain Grosjean
Lotus-Renault
132
8
Felipe Massa
Ferrari
112
9
Jenson Button
McLaren-Mercedes
73
10
Nico Hulkenberg
Sauber-Ferrari
51
11
Sergio Perez
McLaren-Mercedes
49
12
Paul di Resta
Force India-Mercedes
48
13
Adrian Sutil
Force India-Mercedes
29
14
Daniel Ricciardo
STR-Ferrari
20
15
Jean-Eric Vergne
STR-Ferrari
13
16
Esteban Gutierrez
Sauber-Ferrari
6
17
Valtteri Bottas
Williams-Renault
4
18
Pastor Maldonado
Williams-Renault
1
19
Jules Bianchi
Marussia-Cosworth
0
20
Charles Pic
Caterham-Renault
0
21
Heikki Kovalainen
Lotus-Renault
0
22
Giedo van der Garde
Caterham-Renault
0
23
Max Chilton
Marussia-Cosworth
0
KLASYFIKACJA GENERALNA TEAM:
1
Red Bull Racing-Renault
596
2
Mercedes
360
3
Ferrari
354
4
Lotus-Renault
315
5
McLaren-Mercedes
122
6
Force India-Mercedes
77
7
Sauber-Ferrari
57
8
STR-Ferrari
33
9
Williams-Renault
5
10
Marussia-Cosworth
0
11
Caterham-Renault
0
Żegnamy się z sezonem, żegnamy się z silnikiem V8, z kilkoma kierowcami... Teraz nie pozostaje nam nic innego, tylko z optymizmem spoglądać w przyszłość. Oby seszon 2014 był ciekawszy niż ten 2013. Do grudniowych testów. I pamiętajcie - 6 grudnia czeka nas Gala FIA :) A na deser - TEN DŹWIĘK - V8 po raz ostatni.