Williams potwierdził zakontraktowanie Felipe Massy na przyszły sezon jako partnera zespołowego Valteriego Bottasa. Co sam Felipe ma do powiedzenia o 'dołączeniu do wielkiej rodziny Williamsa"? - Williams jest jednym z najbardziej utytułowanych zespołów wszech czasów w F1. Od dziecka marzyłem o jeździe dla Williamsa, Ferrari czy McLarena i jestem zadowolony, że po mojej jeździe dla Ferrari podpisałem kontrakt z inną ikoną F1. Również wspaniałe jest to, że niektórzy ze wspaniałych brazylijskich kierowców ścigali się dla Williamsa - umacnia to narodowe powiązanie z ekipą. W obliczu tak wielkich zmian planowanych na sezon 2014 mam nadzieję, że moje doświadczenie pomoże teamowi przejść przez ten trudny okres. (...) jestem naprawdę zmotywowany, żeby od zacząć od początku i ciężko pracować. To nowe, ekscytujące doświadczenie w mojej kraierze'. Życzymy powodzenia Felipe, do twarzy Ci w granacie ;)
Valteri Bottas Twitter
Ponoć PasorMaldonado przebiera w fotelach jak w ulęgąłkach. Do wyboru ma Force India, Saubera i nie daj Boże Lotusa. Lotus jest zbyt dobrą ekipą na tego magnata z wenezuelską brudną kasą. Jedna wygrana w zeszłym sezonie i jeden punkt w tym sezonie nie czynią Maldonado dobrym kierowcą.
Zwłaszcza, jeżeli spojrzeć na jego jazdę... to bardziej buldożer, niż cokolwiek innego. Dajcie mu szybką maszynę, a wrócimy do czasów Laudy i Hunta, gdzie na jeden sezon odpadało dwóch kierowców. Kto idzie o zakład, że skasowałby ich właśnie Lotus Maldonado? Pastor najlepiej niech przejdzie do Wenezueli i tam zostanie. Amen.
www.f1fanatic.co.uk
Co do Lotusa - od wczoraj wiadomo, że jego 'czołowa gwiazda' Kimi Raikkonen musi sobie operować plecy i w dwóch ostatnich GP nie pojedzie. Cóż... Baba powstrzyma się od wylania na głowę Raikkonena wiadra z pomyjami, bo nie o to tu chodzi, żeby obrażać jakiegokolwiek kierowcę. Baba powie tylko, że takiego brudnego zagrania się po Finie nie spodziewała. Albo raczej spodziewała się, ale nie chciała w to wierzyć. Inaczej byłoby, gdyby Kimi powiedział otwarcie 'nie jeżdżę dla was, bo nie płacicie i wrzeszczcie na mnie przez team radio'. Wszyscy wiedzą, że Raikkonen się nie patyczkuje i robi, to co chce. Po co więc zamydlać oczy operacjami? Kimi jak tchórz musiał sobie załatwić L4. Z jednej strony prowo niby jest kryty, a dodatkowo na pewno zależy mu na rozpoczęciu sezonu w Ferrari z jak najlepszą formą, ale Baba nie straciłaby do niego resztek szacunku, gdyby powiedział, co naprawdę jest na rzeczy. BWB szanuje fanów tegoż osobnika i nie odmawia mu talentu, ale ma też nadzieję, że w przyszłym roku Fernando Alonso skopie Finowi tyłek tak mocno, dopiero go plecy rozbolą...
www.f1-fansite.com
McLaren zdecydował się zastąpić Sergio Pereza debiutantem - młodziutki Kevin Magnussen został potwierdzony jako partner zespołowy Jensona Buttona. Duńczyk urodził się w 1992 roku i w 2009 dołączył do Programu dla młodych kierowców McLarena. Kevin jest synem Jana, który również debiutował z McLarenem.
Po pierwsze musicie wiedzieć, że Baba bardzo długo czekała na ten film. Kiedy już podano datę światowej premiery rwała sobie włosy z głowy patrząc na datę tej polskiej. Polscy fani musieli czekać na film Rona Howarda aż dwa miesiące.
Dla tych, którzy nie wiedzą, kim był James Hunt i Niki Lauda (są tacy w gronie fanów F1?) Baba przypomina - James Hunt (grany przez Chrisa Hemswortha), Brytyjczyk urodzony w 1947 w swojej karierze wystartował w 92 wyścigach, 10 razy dojechał do mety pierwszy, a 14 razy startował z pole position. Swoje mistrzostwo zdobył w 1976 roku z ekipą McLarena. Niki Lauda (w Rush portretował go Daniel Brühl) urodził się w Wiedniu dwa lata później niż Hunt. Jest trzykrotnym Mistrzem Świata - tytuły zdobywał w latach 1975, 1977 i 1984. Pewnie byłby Mistrzem i czwarty raz - w 1976, ale jego szanse przekreślił wypadek na torze Nürburgring.
Bolid Laudy już na drugim okrążeniu wypadł z toru, uderzył w bandę, odbił się od niej i trafił pod auto Bretta Lungera. Ferrari Austriaka zapaliło się, Lauda został dotkliwie poparzony, a do jego płuc trafiła spora ilość toksycznych gazów. Kierowcę z wraku wyciągali jego koledzy z toru - Lunger,Arturo Merzario i Guy Edwards. Mała ciekawostka. Edwardsa zagrał jego syn - Sean, który niestety także niedawno zmarł w wypadku na torze.
Mówi się, że największym rywalem na torze był dla Laudy właśnie Hunt. I o tym (oczywiście z grubsza mówiąc) jest Rush. Ron Howard pokazał rywalizację dwójki genialnych kierowców, ale przede wszystkim starcie dwóch, zupełnie różnych osobowości. Austriak jest do dzisiaj uważany za jednego z najbardziej pracowitych, wyważonych kierowców. Niki starał się minimalizować ryzyko wypadku, dużo kalkulował i nieustannie chciał ulepszać swoją maszynę. Wielka siłę charakteru zawodnik Ferrari pokazał, kiedy już 2 wyścigi po wypadku wrócił na tor, a w dodatku do mety dojechał czwarty. James Hunt - w gorącej wodzie kąpany, znany z agresywnego stylu jazdy, błyskotliwy na torze, a może nawet bardziej poza nim. O seksualnych wyczynach Hunta nadal krążą legendy. Ponoć Brytyjczyk był seksoholikiem, a na pewno wiadomo, że leczył się z alkoholizmu i depresji. Życie pełną piersią kosztowało Jamesa wiele - zmarł na atak serca w wieku 45 lat. Jednak nawet po śmierci potrafił rozkręcać zabawę. Jego przyjaciele zamiast stypy urządzili huczną imprezę. Taka była ostatnia wola Hunta.
www.hobbyconsolas.com
Nic dziwnego, że na kanwie tak barwnych postaci reżyser i scenarzysta - Peter Morgan zbudowali uniwersalne widowisko, nawet dla tych, którzy z Formułą 1 mają mało wspólnego. Duet Howard-Morgan dobrze wyważyli proporcje, jeżeli chodzi o charaktery głównych bohaterów. James nie jest tylko hulaką, którego nie obchodzi nic poza panienkami, a Lauda nie został pokazany jako szaleniec dążący nieustannie do perfekcji. Ich charaktery są wielowymiarowe i w żadnym razie nie skrajne.
Ową wielowymiarowosć najlepiej ukazują według Baby dwie sceny. W jednej z nich pokazana jest konferencja prasowa po wypadku Laudy. Jeden z kierowców pyta go, czy sądzi, że jego małżeństwo z Marlene Knaus (w tej roli śliczna Alexandra Maria Lara)
1.fwcdn.pl
przetrwa, kiedy on wygląda, jak wygląda. Lauda kończy konferencję. A co robi Hunt? Sprawia pismakowi porządny łomot, a na koniec pyta go ironicznie o to samo, o co on pytał Nikiego. Jeżeli chodzi o jego 'rywala', który teoretycznie powinien jawić się widzowi, jako zimny perfekcjonista - Lauda szaleje nieco z Marlene właśnie. Kiedy prowadzi samochód dwójki Włochów robi to bardzo ostrożnie. Przyszła żona pyta go, czy pojechałby szybciej, gdyby go poprosiła. Lauda spełnia życzenie swojej uroczej pasażerki i daje popis niesamowitej jazdy. Warto wiedzieć, że taka sytuacja miała miejsce naprawdę. Na siedzeniu pasażera nie siedziała wtedy Marlene Knaus, ale Niki naprawdę prowadził cudzy samochód ku uciesze dwóch włoskich fanów Ferrari.
Siłą w tych scenach są dialogi. Zabawne, z nutką ironii, ale nie przerysowane. Z resztą - dobre dialogi są obecne w całym filmie. Gra słów Hunta na innej konferencji prasowej (tym razem tej przed ostatnim wyścigiem w 1976) to też bardzo ciekawy i zabawny zabieg. Każda z postaci posługuje się swoim własnym językiem, charakterystycznym tylko dla niej.
Baba musi przyznać, że nieco obawiała się o poziom kreacji aktorskiej Hemswortha. Chris jest znany z cyklu filmów o Thorze i Avengersach, gdzie delikatnie mówiąc nie miał zbyt wiele do zagrania. Nie żeby Baba w Bolidzie miała cokolwiek przeciw filmom na podstawie komiksów, bo sama czasami po takie sięga, ale umówmy się - Thor to aktorsko nie Loki (złosliwego boga w Avengers i Thorze gra Tom Hiddleston. Czyniąc mały off top - Baba poleca zapoznanie się z filmografią tego pana). W Rush Hemswortch wypadł jednak bardzo przyzwoicie. Jego Hunt był wiarygodny, a o to chyba chodziło?
www.thebitbag.com
Ową wiarygodnosć Chris zdobył zawadiackim uśmieszkiem, tak podobnym do Hunta. Hemsworth także starał się grać oczami - wychodziło mu to nie najgorzej. Oczywiście jasne jest, że aktorowi pomogła charakteryzacja i doskonałe kostiumy z epoki. W tej warstwie film również był doskonały. Kostiumy i scenografia nadawały całemu widowisku dużego realizmu. Przyjrzyjcie się chociażby ślubnemu smokingowi Hunta.
media.zenfs.com
Niestety Olivia Wilde (notabene bardzo podobna do odtwarzanej przez siebie roli pierwszej żony kierowcy - tutaj kolejny plus dla ludzi od castingów - ich wybory były bardzo trafne) wystąpiła w bardziej współczesnej sukni niż Suzy Miller.
Osobny akapit Baba postanowiła poświęcić Nikiemu Laudzie, a raczej aktorowi, który go zagrał. Daniel Bruhl - pół Niemiec, pół Hiszpan wystąpił w takich filmach jak Eva, Bękarty Wojny czy Piąta Władza, który własnie wchodzi na ekrany. Niezwykle utalentowany aktor w Rush pokazał ile potrafi. Baba w Bolidzie pominie jego fizyczne podobieństwo do Laudy, a skupi się na samej kreacji aktorskiej. Po pierwsze głos. Daniel brzmi jak Niki. Po drugie mimika twarzy. Jeden z bardzo dobrych dziennikarzy sportowych zajmujących się w Polsce F1 - pan Cezary Gutowski, który zresztą konsultował polskie napisy do Rush napisał, że 'aktorstwo stoi na najwyższym poziomie, a kreacja Nikiego Laudy jest po prostu Oscarowa - szczególnie, jeśli zna się Laudę'. Bruhl sprawia, że krzyki Laudy podczas oczyszczania mu płuc są bardzo wiarygodnie, podczas gdy w innym wykonaniu mogłby widza bawić, nadmierną interpretacją. Daniel Bruhl niczego nie przerysowywuje, jest do bólu autentyczny, porusza się jak kierowca, mówi jak on, nawet srodkowy palec pokazuje podobnie. Jego oczy grają każdą emocję - ból, zwątpienie, miłosć, zdeterminowanie. Scena w szpitalu, gdy Lauda po wypadku usiłuje założyć swój kask jest genialna. Widza porusza widoczna na twarzy aktora determinacja i upór mimo fizycznego cierpienia. Baba w Bolidzie nie jest ekspertem filmowym, ale po tym jak na ekranie zobaczyła Nikiego Laudę odgrywającego samego siebie wróży Bruhlowi wielką karierę.
bilder.t-online.de
www.br.de
Oprócz aktorstwa na wysokim poziomie warto zwrócić uwagę na wizualną warstwę filmu. Ruchoma kamera dawała wrażenie, jakby się było na torze. Wrażenia dopełniały fantastyczne zbliżenia na elementy bolidów, pobocze czy twarze kierowców. Naprawdę wartym uwagi zabiegiem był przeplatany montaż twarzy Laudy i Hunta ze srodkiem silnika samochodu. Do tego kadry były postarzane, co dało efekt materiałów filmowych z lat 70. Ujęcia na bolidy wykonywano z różnych perspektyw, kamera w żadnym wypadku nie była stabilna. Często powtarzane były ujęcia na tył bolidów, co było bardzo ciekawe, ponieważ dokładnie pokazywało budowę tamtych maszyn. I jeszcze ten fantastyczny trik z Huntem i zapalniczką, którą bawił się wystukując rytm silnika. Rush pełne było takich nawiązań.
Wcześniej BWB wspominała, że reżyserowi udało się nakręcić film uniwersalny, to znaczy taki, na którym nie będzie się nudzić osoba, która nie jest fanem F1. Baba podtrzymuje swoje słowa. Ma nawet na to dowody ;) na seans wybrała się całą rodzinką plus przyjaciółka - także miłośniczka tego sportu. Jednak Baba Seniorka (czytaj szanowna rodzicielka Baby) na F1 spojrzy tylko z doskoku i historię wypadku Laudy ledwo co kojarzyła. Film zrobił na niej duże wrażenie, powiedziała, że wcale się nie nudziła, a do tego po seansie wdała się w dyskusję na jego temat. Poza tym Baba widziała dużo dziewczyn, które wpadły na film ze swoimi drugimi połówkami i po napisach końcowych wcale nie narzekały. Według niektórych 'Niki Lauda był słodki'. Ok, czemu nie ;) Dużym plusem, ostatnim już z Baby listy, było wprowadzenie prawdziwych kierowców w kadr. Na końcu Rush widzimy obu zawodników już w 'ich prawdziwych wersjach'. Aha i kochani, nie było machania drążkami i dziwnej zmiany biegów, której się wszyscy obawiali. Reżyser zatrudnił ludzi, którzy na codzień zajmują się F1, a oni dopilnowali, żeby wszystko było na tip top pod względem szczegółów technicznych. No i do tego te ryki silników. Czysta poezja, Baba pokusie się nawet o stwierdzenie, że ryk silnika był lepszą muzyką niż fantastyczna, dopełniająca obrazu ścieżka dźwiękowa stworzona przez Hansa Zimmera. Tutaj znajdziecie link do soundracku Rush :) Było jednak kilka rzeczy, które Babie nie przypadły do gustu. Słowem nie wspomniano, że ci dwaj wielcy rywale mieszkali ze sobą w londyńskim, jednopokojowym mieszkanku, więc musieli się prywatnie lubić. Niki Lauda stwierdził nawet, że Hunt był jego przyjacielem. Nagłe przeskoki czasowe w fabule także byłyby gorszą stroną filmu gdyby nie podpisy informujące widza, które GP aktualnie ogląda. Do tego wada zupełnie subiektywna - za mało czasu ekranowego dano Laudzie, a za dużo Huntowi. Wprawdzie można było zobaczyć historię z perspektywy dwóch kierowców, ale to Bruhl według Baby bardziej magnetyzował z ekranu, mimo, że niestety było go mniej...
Rush to opowieść nie tylko o Formule 1, a przede wszystkim o ludziach. Ich różnych charakterach, walce, marzeniach... na plakatach do Rush wypisana jest pewna dewiza. Każdy jest przecież przez coś napędzany. Ten film to historia ludzi napędzanych przez adrenalinę.
PS. Tytuł zawiera w sobie słowo 'dupek', ponieważ Hunt i Lauda określali się najczęściej takim epitetem ;)
Wczorajszy wyścig w Abu Zabi był tak bardzo interesujący, jak kurs BHP. Baba w Bolidzie naprawdę starała się nie zamykać oczu, ale jeżeli widz jest zainteresowany przybliżaniem rodzinie imion wszystkich psów Lewisa Hamiltona to coś naprawdę jest nie tak. I tym razem - uwaga będzie nowość, nie była to wina Sebastiana Vettela. właściwie to chyba 90% widzów przestało zwracać na niego uwagę. Niemiec jedzie swoje własne wyścigi z 25sekundową przewagą i jest mu z tym dobrze. Na wzrost zainteresowania jego osobą nie wpłynęły nawet tryumfalne bączki po wygranej. Chociaż konwersacja, jaką odbył przez team radio wywołała na twarzach wielu uśmiech - Baba się przyznaje, też się uśmiechnęła ;)
Vettel cytował oczywiście, no nie bójmy się tego powiedzieć - słynny już cytat Kimiego Raikkonena. Jeżeli dodać do tego umiejętności parodiowania Fina przez Sebastiana to uśmiech na twarzy gwarantowany :D
Pozostając w fińskich klimatach - wspomniany Raikkonen wyścigu niestety nie ukończył. Kiedy biedaczysko za wygrzebane drobniaki dotankował swój prywatny odrzutowiec i pofatogował się na tor Yas Marina to nie dość, że przez zbyt giętką podłogę został przesunięty na koniec stawki to jeszcze na drugim okrążeniu odpadł z wyścigu. Jego bolid miał kontakt z bolidem stajni Caterham.
F1 Around the World
Andrzej Borowczyk i Grzegorz Jędrzejewski oczywiście przez cały wyścig produkowali się nad zaległą wypłatą Fina, co chwilę przypominając, że mówimy o sumie 15 milionów euro. Oprócz wrzucania spraw finansowych Lotusa w co drugie zdanie pan Andrzej popisał się jeszcze 'rzucanem promyka nadziei, jeżeli chodzi o małomównego Fina'. Aż Babę dziw bierze, że nasi cudowni komentatorzy nie wspominali nic o planowanym na dzisiaj dealu Quantum i Lotusa. Otóż ten koncern wykupił 35% udziałów Lotusa od spółki Gerarda Lopeza. Tym samym mówi się, że zakontraktowanie Nico Hulkenberga to już tylko kwestia oficjalnego oświadczenia. Znaczy się, Baby drodzy czytelnicy, że Pastor Maldonando, jeżeli chodzi o ekipę z Enstone może sobie ewentualnie kupić szampon Clear albo Rexonę.
www.rexona.co.id
I bardzo dobrze - większych jaj, niż te, które sobie robił Groszek w zeszłym roku nikomu nie potrzeba. Z resztą... wyobrażacie sobie Pastora w tej reklamie?
krspace.files.wordpress.com
en.espnf1.com
Nie, żeby Baba się czepiała, ale do reklamy Rexony chyba po prostu bardziej pasuje blondyn z zimną karnacją.
No i widzicie... GP Abu Zabi było tak nudne, że zamiast je opisywać Baba rozwodzi się nad reklamami dezodorantów. Ugh, jak tak dalej pójdzie to szukanie jaśniejszych punktów w tym wszystkich z trudnego zrobi się niemożliwe. Cała nadzieja w przyszłorocznej rewolucji, Ferrari i innych nowościach, które miejmy nadzieję zaserwują nam topowe teamy.
Żeby jednak być w zgodzie z tym, co powinna zrobić (czyli napisać posta o Abu Zabi - co jak widzicie jest w przypadku tego wyścigu dosyć trudne) BWB wspomni jeszcze o Fernando Alonso. Dla Baby najlepszy kierowca w stawce, mimo, że tytułów ma o połowę mniej niż aktualny Mistrz powinien był wczoraj dostać karę. Po pit stopie na 46 okrążeniu wystrzelił jak szalony z alei serwisowej i o mało co nie staranował Jeana Erica Vergnea. W telewizji wyglądało to mniej wiecej tak, jakby bolid Ferrari na tor wyrzucono z katapulty i tylko cudem samochód Toro Rosso nie został rozwalony w drobny mak. Dodatkowo dla Baby było to ewidentne wyprzedzanie poza torem - Alonso zyskał pozycję, ale ukarany nie został. Wśród jego antyfanów pokutuje przekonanie, że cokolwiek Hiszpan by nie zrobił to i tak ujdzie mu to płazem. Można tu przytoczyć chociażby wyprzedzenie Kubicy i małą aferę z oddawaniem pozycji. Żeby dostać karę musiałby się nazywać Romain Grosjean. Pamiętacie piękny manewr wyprzedzania na Węgrzech? Tak, ten sam, za który Groszek został przeczołgany przez aleję serwisową... FIA swoją decyzję uzasadniło następująco: Samochód numer 3 (Alonso) opuścił tor w Zakrętach 3-4, ale zdaniem sędziów nie miał wyboru, bo Samochód numer 18 się do niego zbliżał. Samochód numer 18 (Jean Eric Vergne) jechał na zużytych oponach i był już w zakręcie, kiedy samochód numer 3 wyjeżdżał z pasa serwisowego. Telemetria potwierdza, że samochód numer 3 był wyraźnie szybszy, na oponach opcjonalnych [miękkich] i miał przewagę w tej sekwencji. Wyjaśnienia kierowców były całkowicie jasne. Sędziowie stwierdzają zatem, że żaden samochód nie mógł uniknąć incydentu i w wyniku incydentu nikt nie zyskał przewagi.
Loosewheelnut
Nie wszyscy są podobnego zdania co Baba w Bolidzie - niektórzy traktują potencjalną kraksę jako błąd Jeana Erica, który Alonso nie widział, a nieprzepisowo zmienił tor jazdy i nie zostawił miejsca. Tylko jak miał go widzieć, żeby zostawić mu miejsce skoro ten był za nim? Mimo braku konsekwencji ze strony FIA te nie całkiem ominęły Alonso. Przy wyprzedzaniu Francuza najechał na tak zwanego hopka, co kosztowało go ogromny ból pleców. Zamontowany w bolidzie czujnik, który uruchamia się przy przeciążeniach powyżej 15 G. Kierowca musi wtedy obowiązkowo udać się na badania. Mimo, iż okazało się, że czujnik był źle ustawiony to Hiszpan i tak odwiedził centrum medyczne.
docbrumm Twitter
Oprócz Alonso ładnie odrabiającego straty dosyć dobrze radzili sobie wczoraj Romain Grosjean (ostatecznie na 4 miejscu) i Felipe Massa (przez nie do końca trafny dobór opon dojechał na miejscu 8). Massa po wyścigu nie omieszkał nie skomentować wyboru ogumienia: Wyścig był dobry, próbowaliśmy pojechać na jeden pit stop, ale opony uległy dużej degradacji. Przy drugiej zmianie popełniliśmy błąd i założyliśmy złą mieszankę. Wolałem miękką, bo była o sekundę szybsza.
Niezadowolony ze swojego występu był też Lewis Hamilton. W sumie nic dziwnego, Yas Marina wczoraj nie był jego ulubionym torem. Wystarczy wspomnieć jak dał się ograć Massie i przy okazji drugiemu kierowcy tracąc na wyprzedzaniu dwie pozycje.
Baba nie byłaby sobą, gdyby na sam koniec nie dorzuciła jakiegoś słodkiego deseru. Złotousty pan Andrzej zastanawiał się, czy Sebastian Vettel zabrał książkę do poczytanie. Hym... chyba nie. Ale my - widzowie przy okazji takich pasjonujących wyścigów chyba powinniśmy. Do usłyszenia przy okazji GP USA, a teraz tradycyjnie tabela.
Albo
raczej - diva isn't here! Baba już wyjaśnia. Kimi nie zjawił się
na wydarzeniu medialnym w Abu Zabi. W padoku krążą plotki, że Fin
dopiero po długich namowach Lotusa wreszcie zgodził się przybyć
na tor. Ponoć niedawno wsiadł w samolot i dopiero na Yas Marinę
zmierza. Pełno w notce Baby tych przypuszczeń, ale jak jest –
tego nam przecież Eric Boullier i Gerard Lopez nie powiedzą. Kimi
też nie, więc zostaje snucie domysłów. Całą sprawę opisał
Autosport, który uchodzi za rzetelne i wiarygodne źródło. To
właśnie na nim Baba opiera swoje informacje.
Jedną
z wielkich niewiadomych jest gaża fińskiego kierowcy –
prawdopodobnie dostaje on premie za zdobyte punkty. Przypomnijmy, że
jego rezultat to na razie 183 punkty i trzecie miejsce w klasyfikacji
generalnej kierowców. Również nieoficjalnie i bardzo zakulisowo
mówi się, że premia za punkt to 25 tysięcy. Pozostając w
klimacie finansów. Według Business
Book GP 2012
kierowca (wtedy jeszcze numer 1) Lotusa w sezonie 2012 zarobił 5
milionów euro. Dla porównania – Romain Grosjean tylko 1 milion.
Kwestia
finansów pozostaje dosyć drażliwa, jeżeli chodzi o kontakty na
linii Raikkonen-team. Jeszcze przed potwierdzeniem informacji o
przejściu Kimiego do Ferrari, Fin wyraził się dosyć enigmatycznie
o powodach, dla których nie przedłużył jeszcze kontraktu.
Lotus Facebook
„Oni
wiedzą dlaczego (...)”. Znowu chodziło o pieniądze. Raikkonen
był wzburzony tym, że od początku sezonu jego pracodawca nie
uregulował należnej mu kwoty. Gerard Lopez tłumaczył się, że
umowa Fina przewiduje wypłatę na koniec sezonu. Widać tłumaczenia
Lopeza nie poskutkowały...
Kiedy w tym sezonie gruchnęła długo
oczekiwana wiadomość o transferze Raikkonena do Ferrari (co sam
zainteresowany określił mianem decyzji, która niektórym może się
wydawać szalona i idiotyczna) Lotus poczuł się delikatnie mówiąc
„oszukany' (pamiętacie słynne zamieszczone przez nich króliczki?)
Lotus Facebook
i przestał stawiać wszystkie kasztany i orzechy, jak to mawia
Andrzej Borowczyk, na skandynawskiego kierowcę. I nagle, dziwnym
trafem to bolid Romaina Grosjeana stał się bardziej konkurencyjny.
Do tego dochodzi słynna już rozmowa Alana Premanea przez team
radio (tutaj znajdziecie audio z tej rozmowy), kiedy Permane kazał Kimiemu „zjechać z tej pier... drogi'
na co Kimi odparł 'nie krzycz kur... na mnie' i wyjaśnił, że
puści swojego kolegę z teamu, ale jeszcze nie teraz.
Po
tej kłótni rozgorzała afera. Kimi zaczął narzekać na złe
traktowanie, Boullier zabrał głos i przepraszał, a Premane ponoć
dostawał nawet groźby śmierci. Czy cała ta afera była konieczna?
Z jednej strony Permane był po prostu chamski dla Raikkonena, ale
trzeba pamiętać, że Kimi z najbardziej parlamentarnego słownictwa
i miłego traktowania ludzi też nie słynie. Tylko, że Kimiemu –
kierowcy bardzo utalentowanemu i w pewien sposób (przynajmniej dla
niektórych) bardzo zabawnemu uchodzi to płazem. No bo przecież
taki jest Kimi, olewa wszystkich, jest bezkompromisowy i po prostu
robi swoje. Wszystko pięknie i ładnie, owszem Raikkonen jest dużą
osobowością, można by powiedzieć, w starym, wyścigowym stylu,
ale Babie jakoś ta osobowość nie do końca pasuje. Koniec z końcem
– przecież nie musi, ale słuchanie o tym, jaki to Lotus jest
okropny dla Fina jest już trochę nudne. Na facebookowym
profilu Lotusa spłynęła na nich tak duża fala nienawiści, a
wręcz hejterstwa, że aż odechciewa się tam zaglądać. Chłopaki
z Lotusa robią naprawdę dobrą robotę. Mimo tego, co się
wszystkim wydaje – Raikkonen nie jest doskonałą osobą do tego,
by budować na nim dobry wizerunek marki. Owszem, ma miliony fanów
na całym świecie i to on przyciągnął tych ludzi do ekipy z
Enstone, ale z drugiej strony potrafi być skrajnie nieprzyjemny dla
mediów. PRowcy odwalili naprawdę kawał solidnej roboty. Do każdego
wydarzenia, każdej wpadki Raikkonena (jego fani raczej nie będą
postrzegać niektórych zachowań jako wpadki – Baba dobrze to wie
i nie zamierza nikogo przekonywać – w końcu każdy ma własne
sympatie :) potrafili dobudować fajną, medialną otoczkę.
Przypomnijmy sobie chociażby koszulki z cytatami Fina, czy zabawną
akcję 'Where is Roscoe?'.
Lotus Facebook
Lotus Facebook
Baba
w Bolidzie chce po prostu powiedzieć, że wylewanie wiadra pomyj na
głowę ekipie Lotusa to gruba przesada. F1 to sport z dużą dawką
adrenaliny. Alan Permane liczył na dobry wynik Grosjeana i
Raikkonena, a Raikkonen zamiast przynajmniej nie przeszkadzać
Francuzowi jeszcze wywozi go poza tor.
Każdy
kto czasem zagląda na BWB wie, że nie jest ona za żadną formą
sztucznego ustalania kolejności na torze, ale trzeba być też
rozsądnym. Gdyby obaj się rozbili punkty przeszłyby Lotusowi koło
nosa. Punkty, które są teraz tak ważne, zwłaszcza, że w
klasyfikacji konstruktorów jest bardzo ciasno (przypomnijmy: kolejno
Mercedes
313,
Ferrari 309,
Lotus 285).
Niektórzy twierdzą, że wdając się w konflikt ze swoim kierowcą
Lotus dużo traci właśnie w walce o miejsce w klasyfikacji
konstruktorów. To prawda. Niezdrowa atmosfera w teamie (obojętnie
przez kogo wywołana) potrafi pokrzyżować nawet najlepsze
strategie. Nikogo jednak nie powinien dziwić fakt, że stajnia chce
postawić na tego kierowcę, który z nimi zostaje. Również biorąc
pod uwagę ich problemy finansowe – wydawanie pieniędzy na premię
punktową dla Raikkonena też nie jest najszczęśliwszym pomysłem.
Chociaż więcej punktów zdobytych przez francusko-fiński duet
oznacza więcej punktów dla teamu. I tak koło się zamyka.
Baba
jednak sympatii do Lotusa nie straci. Za Romka, za genialny dział
PR, za młodego, a jednocześnie wyważonego Boulliera. Nawet
malowanie bolidu mają fajne ;)
Najzabawniejsze
jest to, że Kimi Raikkonen to naprawdę dobrym kierowcą, a Lotus
zapowiada się na naprawdę bardzo konkurencyjny team (już by taki
był, gdyby nie kiepskie zarządzanie – Gerardowi Lopezowi
należałoby chyba poświecić osobną notkę...), a jednak coś w
tym połączeniu nie zadziałało. A mogło być tak pięknie... a
teraz? Zamiast mistrzowskiego Lotusa i Fina z tytułem MŚ 2013 mamy
rysujące się na horyzoncie napięcia w Ferrari i nie daj Boże –
Pastora Maldonado w kokpicie Lotusa... Hymm... God save the Lotus!
Lotus Facebook
Notce należy się mała aktualizacja.
Kimi do Abu Zabi przybył. I na spotkanie z mediami też się wybrał. Baba nie
jest pewna Lotus jest z tego zadowolony. Zazwyczaj mało rozgadany, dzisiaj Raikkonen
‘dzielił się ze wszystkimi swoim bólem’. Jego wypowiedzi świadczą o tym, że w
kontaktach z teamem już ‘nie jest cos na rzeczy’, a dzieje się bardzo
niedobrze. Stawia się pod znakiem zapytania występ Fina w USA i Brazylii.
Jak bardzo prawdopodobne było, że nie pojedziesz w Abu Zabi? Aaa, byłem trochę,
może, to znaczy mam na myśli... Przyjechałem tu tylko dlatego, że mam nadzieję na znalezienie porozumienia w
sprawie konkretnych problemów, jakie mamy oraz w nadziei, że możemy dokończyć
ten sezon.
Myślisz nad tym, żeby zrezygnować z kolejnych wyścigów? Z pewnością. Ściganie się i jazda dają mi radość, ale to także okrutny
biznes i czasami jeśli pewnych kwestii nie rozwiązuje się tak, jak powinno, koniec
z końcem lądujemy w takich niefortunnych sytuacjach.
Czy chodzi tylko o rozmowę przez radio podczas
Grand Prix Indii? Nie. To nie powinno było się zdarzyć, ale się zdarzyło
lecz to nie jest prawdziwy problem. Chodzi o te inne rzeczy. Wszystko się
skumulowało i... niełatwo się o tym rozmawia.
Czemu emocje wymknęły się spod kontroli? Nie wiem. Dla mnie było tak samo, jak w każdym
innym wyścigu. Walczyłem jak z każdym innym, ale mówią, że trzeba było
inaczej... Inna sytuacja.
Czy nie uważasz, że zasługujesz na więcej za to, co zrobiłeś przez te dwa lata, a teraz, tylko dlatego że przechodzisz
do Ferrari, coś się zepsuło? Cóż... Znowu…każdy ma swój punkt widzenia. Czasami
nie jest to bardzo miłe, gdy słyszysz, że nie jesteś graczem zespołowym, że nie
działasz w interesie teamu. To stawia cię w złej sytuacji, ale tak bywa i mam
nadzieję, że znajdziemy porozumienie, sposób, w jaki powinniśmy się uporać z
sytuacją, naprawić problemy i spróbować dokończyć sezon tak dobrze, jak się da.
Czy to nie zbyt radykalny plan -
rezygnacja ze ścigania? Wszyscy chcemy mieć radość z jazdy i spisać się dobrze,
ale nieszczęśliwie zdarzają się problemy...
Ci, którzy widzieli ta
wymianę zdań twierdzą, że znienawidzony przez fanów Permane zmusił zawodnika do
udania się na briefing. Całą sytuację obserwował Gerard Lopez. Ten pan zasługuje, tak jak już BWB wspomniała
na osobną notkę. Niestety zarządzanie teamem nie idzie mu zbyt dobrze. Niestety
Raikkonen według Baby też daje plamę. Zawsze traktuje dziennikarzy jak
kategorie podludzi (Baba nie mówi tu o złośliwych papparazzi, którzy dręczą
kierowców, ale o normalnych ludziach wykonujących uczciwie swoją pracę), a
kiedy trzeba się wyżalić na paskudnego Lotusa nagle język mu się rozwiązuje.
Baba rozumie, Lotus nie wywiązuje się z umowy, nie robi tego od dawna. Ale są inne sposoby niż odgrażanie się w mediach.
BWB ma nadzieję, że Kimi jak mówi tak zrobi. Inaczej będzie to cholernie
niekonsekwentne, bo mówiąc wprost – Kimi to Kimi – on się nie pieprzy. Niech
więc albo nie marudzi albo odejdzie już teraz.